Ketman 2011

‘No pomagaj mamusi Q, pomagaj, bo za niedługo będzie chodził Mikołaj to może Ciebie również uwzględni.’
‘No… Pomagam.’
‘A co ty, byś chciał dostać na Mikołaja?’
‘Najpierw chciałem…’

‘To intrygujące… Pięcioletnie dziecko jest w stanie zrezygnować z tłumaczenia dorosłym, że Mikołaj roznoszący prezenty nie istnieje’ zapisał, bardziej zdumiony, niż cokolwiek innego.


Na siłę.

‘Musimy wierzyć w boski porządek moralny, bo bez niego stracimy drogę w otaczającym nas złym świecie’ kaznodzieja po raz setny powtarzał to samo zdanie w rozmaitych formach i odmianach.

Nagle na skutek multifnordowego oddziaływania cząstek fazowych w umysłach wszystkich obecnych wiernych zrodziła się absolutna pewność, że żaden bóg nie istnieje i istnieć po prostu nie może.

Kilka sekund, od tej chwili, zajęło duchownemu zabranie pozłacanej zastawy z ołtarza oraz zerwanie ze ściany dwóch średniowiecznych ikon. Wymagało to, uczciwie mówiąc, nie lada zwinności, gdyż w tym czasie w świątyni zapanował nieopisany chaos. Mężczyźni częstowali się sierpowymi i sprawdzali cudze kieszenie szukając kluczyków od najdroższych samochodów stojących przed budynkiem. Nie wszyscy, prawdę mówiąc. Pozostali próbowali dopaść i zgwałcić co ładniejsze nastolatki. Kobiety wyrywały sobie torebki, buty i biżuterię, lub też, w kilku przypadkach, próbowały zabić swoich długoletnich mężów podręcznie znalezionymi przedmiotami. Potencjalnym i faktycznym mordercom dorównywała liczba potencjalnych i faktycznych samobójców. Świat się kończył w krwawej łaźni, którą zgotowali sobie wzajemnie świeżo upieczeni ateiści.

Emil, szturchnięty przez żonę, z ulgą przywitał fakt nieistnienia multifnordowego oddziaływania w realnym świecie. W innym przypadku, życie aktualnych ateistów mogłoby być zagrożone.


Wzór.

Pod koniec żywiołowej dyskusji do sali wszedł mężczyzna, który przedstawił się jako wzór cnót obywatelskich. Nie przebierając w formie zwymiotował na stół i siedzących przy nim gości i z dumą podkreślił, że to celowo i że nie żałuje. Dodał jeszcze, że osobliwym dyskutantom się należy i że niestety musi już iść.
Gościa pożegnały zarówno okrzyki oburzenia, jak i podziękowania od tych, którzy (również celowo) obrzygani nie zostali.

Emil nie wiedział, czy martwić się powrotem do domu w smrodzie, czy cieszyć się że znalazł się nad wspólnym mianownikiem z ludźmi, których cenił.

‘W iloczynie na wartość społeczną, oprócz dumy i pewności siebie musi być jeszcze coś’ zapisał z zainteresowaniem, ‘bo jak bym nie liczył wychodzi mi zero.’


Dialog.

Mruczuś, zjesz tą wędlinkę czy nie?
Bo jak nie jesz to zabieram miskę?
Chcesz?
No to sprzątam…

‘Potrafimy rozmawiać ze zwierzętami jak z innymi ludźmi. Z jakiś przyczyn nie decydujemy się, aby zrobić to samo z własnymi dziećmi.’ zapisał.


Huśtawka.

Emil w formie chaotycznej i niekontrolowanej nabierał cech ideału. Natrafiając na obcego przybierał kształt doskonałego przeciwieństwa niczym kolega zabaw na huśtawce wahadłowej. Równowagę osiągał więc nie poprzez brak ruchu, ale nieustanne wychylanie się i ścieranie z rozmówcą.

W samotności nieuchronnie tracił swój kształt i charakter. Nie mógł istnieć.

‘Mdłości mam od bycia sobą’ zapisał.


Podróż.

Podróż.

W drodze do Ostapowa lekko nie jest. Pociąg zatrzymuje się i rusza bez względu na życzenia pasażera, a i wybór trasy to bardziej dzieło przypadku, niż racjonalnych planów. Jedną z niewielu radości pozostaje robienie notatek w podróży.

Pytanie tylko, na co komu one?

To chyba dzieło które się pisze, a nie takie, które się czyta.

Nie chcę żyć snem o nieśmiertelności i zamykając oczy udawać, że pociąg stoi w miejscu. Chcę podróżować do Ostapowa.
Przynajmniej dziś.


Rosyjski front.

Pod koniec dyskusji o głębokim przesłaniu „Skrzydlatych Świń”, którego to przekonania Emil z jakiejś przyczyny nie podzielał padło zdanie: ‘Pan to nas chyba nie lubi za te emocjonalne dyskusje.’

‘Ludzie w moim wieku potrafią przez kilka godzin dyskutować o wyższości iglastego skalniaczka nad liściastym oraz z niekończącą się radością podkreślać fakt, że temperatura powietrza podniosła się o trzy stopnie. W nieodległej przyszłości dojdzie to tego prześciganie się w wychwalaniu osiągnięć własnych dzieci, a potem nasączone cierpieniem dyskusje o chorobach. Na tym tle to, że próbujecie mnie przekonać do waszej dumy z nieumiejętności dostrzegania zjawisk dla mnie oczywistych prezentuje się nader interesująco’ zapisał bez złośliwości.


Średnia.

Emil był mieszanką cynicznego i leniwego sukinsyna z wrażliwym na cudze problemy aniołem. Fakt, że potrafił to wszystko jednocześnie pogodzić podnosiło wątpliwość jego rozeznania siebie i otoczenia.

‘Patrząc na średnią, prezentuję się ostatecznie nieźle’ dopisał, żeby zupełnie zamglić obraz.


Rozmowy w tłoku.

‘A więc czy będziecie chodzić na różaniec w październiku?’ zapytał pochylający się nad parafianami nowy wikariusz.
Odpowiedź Emila plasowała się gdzieś poza milczącą większością i przytakującą resztą.
‘Na pewno?’ dopytywał się zadowolony z odpowiedzi ksiądz.
Emil łatwo nie zmieniał zdania, zwłaszcza, gdy ktoś lubił jego odpowiedzi.

‘W tłumie czasem jest łatwiej’ zapisał godzinę później, zadowolony, że wyjaśnili sobie wszystko.


Rada.

Na weselu pewnej pary, obecny tam wodzirej wymyślił kolejną zabawę. Sprosił na parkiet wszystkie małżeństwa i poprosił, aby mężowie i żony uformowali dwa osobne koła. W środku męskiego koła postawił pannę młodą i powiedział:
‘Przez okres kilku minut niech każdy poprosi pannę młodą na chwilę do tańca, a następnie udzieli jej jednej krótkiej rady na nadchodzące życie…’

Gdy orkiestra skończyła grać wodzirej z mikrofonem zapytał pannę młodą:
‘Powiedz nam wszystkim jaką radę udzieloną przez mężów uważasz za najciekawszą.’
‘Nie słuchaj żadnych rad.’

‘Nigdy nie miałem nic mądrzejszego do powiedzenia’ zapisał nad ranem w pamiętniku.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.