Strach.

Z roku na rok, bał się coraz mniej. Ostatnio bał się już tak mało, że zaczął się powoli bać, że zbyt mało się boi. Niestety strach przed strachem też był jakiś niepewny i nie bardzo nadawał się do kształtowania motywacji.
Pozostawało się nie bać i nie bardzo wiedział czy tego chce, czy to po prostu znużenie wszechobecnymi zagrożeniami. Z brakiem ostatecznej odpowiedzi godzić się już nauczył.

‚Strach to mało efektywny sposób wydatkowania własnej wyobraźni’ zapisał pragmatycznie na koniec.

Reklamy

Intymność.

‚Podstawą intymnej konwersacji jest gruntowne zniszczenie istniejących konwencji i stworzenie nowych dostosowanych do uczestników rozmowy.
Jednocześnie, w efekcie nikt inny z owej rozmowy nic nie zrozumie’ zapisał.
Boskie, zacmokał z uwielbieniem, stawiając kropkę.


Wiosna.

‚Nawet nie wiem, czy chce mi się obiecywać sobie cokolwiek. Nawet jeśli założę na wstępie, że w ową obietnicę następnie uwierzę’ zanotował z bliżej nieokreśloną satysfakcją.


Pułapki umysłu.

‚Wiesz, co ja Ci powiem? On to się uważa za inteligenta… Ja to może zbyt mądra nie jestem, ale skoro ja coś kapuję, a on w żaden sposób nie może tego pojąć, to chyba musi być coś nie tak…’
‚To nie jest bezpieczne myślenie… zaraz dojdziemy do wniosku, że jesteśmy mądrzejsi od naszego szefa.’

‚Pozornie normalni ludzie, też miewają myśli samobójcze’ zanotował beznamiętnie ‚Hillman musi mieć rację.’


Smaki.

Oranżada.
Ogórek działkowy.

Tuzin rozwrzeszczanych dzieci na podwórku ustalających w co się bawić.

Zdumiony analizował swoją reakcję i bezgłośnie powtarzał ‚Krzyczcie głośniej!’.


Ketman 2011

‚No pomagaj mamusi Q, pomagaj, bo za niedługo będzie chodził Mikołaj to może Ciebie również uwzględni.’
‚No… Pomagam.’
‚A co ty, byś chciał dostać na Mikołaja?’
‚Najpierw chciałem…’

‚To intrygujące… Pięcioletnie dziecko jest w stanie zrezygnować z tłumaczenia dorosłym, że Mikołaj roznoszący prezenty nie istnieje’ zapisał, bardziej zdumiony, niż cokolwiek innego.


Na siłę.

‚Musimy wierzyć w boski porządek moralny, bo bez niego stracimy drogę w otaczającym nas złym świecie’ kaznodzieja po raz setny powtarzał to samo zdanie w rozmaitych formach i odmianach.

Nagle na skutek multifnordowego oddziaływania cząstek fazowych w umysłach wszystkich obecnych wiernych zrodziła się absolutna pewność, że żaden bóg nie istnieje i istnieć po prostu nie może.

Kilka sekund, od tej chwili, zajęło duchownemu zabranie pozłacanej zastawy z ołtarza oraz zerwanie ze ściany dwóch średniowiecznych ikon. Wymagało to, uczciwie mówiąc, nie lada zwinności, gdyż w tym czasie w świątyni zapanował nieopisany chaos. Mężczyźni częstowali się sierpowymi i sprawdzali cudze kieszenie szukając kluczyków od najdroższych samochodów stojących przed budynkiem. Nie wszyscy, prawdę mówiąc. Pozostali próbowali dopaść i zgwałcić co ładniejsze nastolatki. Kobiety wyrywały sobie torebki, buty i biżuterię, lub też, w kilku przypadkach, próbowały zabić swoich długoletnich mężów podręcznie znalezionymi przedmiotami. Potencjalnym i faktycznym mordercom dorównywała liczba potencjalnych i faktycznych samobójców. Świat się kończył w krwawej łaźni, którą zgotowali sobie wzajemnie świeżo upieczeni ateiści.

Emil, szturchnięty przez żonę, z ulgą przywitał fakt nieistnienia multifnordowego oddziaływania w realnym świecie. W innym przypadku, życie aktualnych ateistów mogłoby być zagrożone.